Ale to już było…

Nie ma właściwie dnia, by ktoś nie wrzucił w media społecznościowe aktu strzelistego o tym, że jak już koronawirus sobie pójdzie i wszystkie wyścigi na powrót ruszą, to wtedy nagle włączymy telewizory i będziemy się w nie gapić tak długo, aż życie wróci na właściwe tory.

No cóż… Nie chciałbym znowu zabrzmieć ja Smerf Maruda, ale to nie takie proste. Rzeczywistość bywa niestety rozczarowująca. I nie mam w żadnym wypadku zamiaru pozbawiać ludzi nadziei, ale mimo wszystko czasem warto wyjść poza własną bańkę i zrozumieć pewne mechanizmy.

Abstrahując od tego, czy przerwany sezon w ogóle się na nowo rozpocznie (tutaj pisałem nieco więcej o tym, dlaczego to niekoniecznie musi się udać), powtarzanie zaklęć, że wszyscy będziemy tak wygłodniali sportu, że raz dwa odrobimy wszystkie poniesione straty, to… no właśnie: tylko zaklęcia. Jeśli mnie pamięć nie myli, to w czasach świetności dawnego „Przekroju” była taka rubryka „Prosimy nie powtarzać”. Znakomicie się te wróżby do niej nadają.

Dlaczego?

Zacznijmy od tego, że oglądalność telewizji nie działa jak kurek z wodą, który możemy na moment przykręcić, a po ponownym odkręceniu woda popłynie dawnym strumieniem. Ubolewam na tym, bo w końcu sam w tej telewizji pracuję, ale zdaję sobie sprawę z tego, że powrót do wyników z przełomu lutego i marca (o wynikach ubiegłorocznych nie wspominając), będzie kosztował nas nieprawdopodobnie dużo pracy. I na pewno nie stanie się to wszystko jak za naciśnięciem guzika.

W dużym uproszczeniu: oglądalność bazuje na całej masie bardzo skomplikowanych procesów, ale jednym z nich jest coś, co dla jasności (nomen-omen) obrazu można nazwać przyzwyczajeniem. Tymczasem właśnie jesteśmy w sytuacji, w której ludzie swoje przyzwyczajenia zmieniają: więcej czasu spędzają w Sieci, może (oby!) trochę więcej czytają, a najprawdopodobniej zamiast sportu oglądają po prostu znacznie więcej seriali.

Netflix nie zniknie, kiedy wystartuje Tour de France. I raczej z dnia na dzień nie ograniczy swojej oferty programowej, żebyśmy się mogli nacieszyć sportem. Do sportu wrócą tylko najbardziej zdeterminowani. A z punktu widzenia chcących odrobić poniesione straty sponsorów, będzie to grupa zdecydowanie zbyt mała.

Na marginesie: pewnym pocieszeniem jest to, że w czasie izolacji coraz większa liczba odbiorców sięga w Internecie po treści płatne, co daje jakąś nadzieję, że np. Eurosport część strat poniesionych z tytułu niezrealizowanych praw odrobi w Playerze. Ale to ciągle będzie kropla w morzu…

Wracając do przykładu Tour de France: największy i najbardziej medialny wyścig świata nieprzypadkowo odbywa się zwykle w lipcu. I nieprzypadkowo jest oglądany nie tylko przez fanów kolarstwa. Tour de France w dużej mierze monetyzuje się dzięki temu, że oglądają go całe rodziny, planujące wyjazd na wakacje. Ta ekspozycja przekłada się z kolei w jakimś stopniu na to, że Francja od lat jest najchętniej odwiedzanym krajem świata, a znakomita część z prawie 89 milionów turystów pojawia się nad Loarą między lipcem a wrześniem. Najwięcej w sierpniu. Tegoroczny TDF planowany jest tymczasem na wrzesień.

Druga sprawa to fakt, że obecny (i nadchodzący!) kryzys nie dotyka tylko sportu, ale całych gospodarek. Zresztą dość jednoznacznie wypowiedziała się na ten temat pani minister sportu we Francji, która bez ogródek oznajmiła, że sport w tym roku nie będzie najważniejszy. Jak sprawdzałem przed chwilą, to wciąż była jeszcze ministrem, więc chyba coś jest na rzeczy…

Jedną z przykrych konsekwencji tego kryzysu będzie najprawdopodobniej utrata pracy przez dużą liczbę ludzi. Nawet zakładając dość odważny scenariusz, że ludzie na bezrobociu będą mieli więcej czasu na oglądanie wyścigów (lub w ogóle sportu), prędzej czy później nie będzie się dało uciec od tego, że ta grupa widzów będzie dysponowała znacznie mniejszą siłą nabywczą. A taka oglądalność, która nie przekłada się na realizowane później zakupy, jest sponsorom sportu przydatna jak świni siodło: fajny gadżet, tylko niezbyt praktyczny. A w każdym biznesie prędzej czy później chodzi o pieniądze.

Takich niuansów jest więcej, by przywołać choćby przykład z naszego rodzimego podwórka i wciąż realne widmo wycofania się CCC ze sponsorowania kolarskich drużyn. Bardzo bym nie chciał, żeby do tego doszło, ale to również nie jest tak, że jak u progu jesieni włączymy telewizory, to zaraz potem pobiegniemy do sklepów po wiosenne i letnie obuwie. Tego typu straty każda firma będzie odrabiała latami.

Last but not least: odbudowywanie ekspozycji i odrabianie strat sponsorów nie będzie również łatwe z technicznego punktu widzenia. Znakomita część wydarzeń sportowych będzie się odbywała w tym samym czasie, a ani telewizyjne anteny, ani czas widzów nie są z gumy. Oczywiście telewizje mogą uruchomić dodatkowe pasma, żeby obsłużyć w jednym czasie np. Giro d’Italia, Il Lombardię i Roland Garros. Ale oglądalność nie jest jedynym parametrem, branym pod uwagę w rozmowach z reklamodawcami. Liczy się również np. tzw. udział w rynku, a gdy kanały się magicznie rozmnożą, to udział każdego z nich w całym torcie proporcjonalnie się zmniejszy. I tak dalej…

Nie piszę tego wszystkiego po to, żeby kibicom sportu odbierać jakąkolwiek nadzieję, bo sam bardzo liczę na to, że już za moment wrócę do normalnej pracy i będę w niej spędzał długie godziny, żeby to wszystko, o czym wszyscy marzymy, przynajmniej w części mogło się spełnić.

Ale nie eskalujmy zbyt mocno oczekiwań i w miarę możliwości ograniczmy kolportowanie w Internecie nieprawdziwych informacji, że już niebawem wszystko będzie po staremu. Nie będzie. Zmieni się wszystko. Sport i jego percepcja również.

Zamiast tworzyć nierealne scenariusze, warto się raczej zastanowić, jak ten sport w przyszłości powinien wyglądać. Na jakie poświęcenia jesteśmy gotowi, żeby go nadal na takim poziomie utrzymywać. Bo że prędzej czy później odejdzie do lamusa model oparty o taki sponsoring, jaki dzisiaj znamy, tego jestem więcej niż pewien.

Foto: Flickr / brad 28

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.