„Ostatni podjazd” – pierwsze podejście

Już niebawem, 20 maja, nakładem wydawnictwa SQN ukaże się polskie wydanie książki Matta Rendella „Marco Pantani. Ostatni podjazd”. Miałem przyjemność poznać już efekt pracy Matta, choć słowo „przyjemność” należy w tym wypadku traktować z pewną rezerwą. Bynajmniej nie dlatego, że książka jest zła (choć można by się na siłę przyczepić do jakości przekładu), ale z tego powodu, że traktuje o sprawach, których większość z nas prawdopodobnie wolałaby uniknąć.

Spisana ręką Rendella biografia Pantaniego jest dziełem na wielu poziomach niezwykle trudnym. Karkołomne było już samo założenie, by do tematu podejść „z szacunkiem” dla osoby Pantaniego, o którym dziś bez cienia wątpliwości wiemy, że był po prostu jednym z wielu sportowych oszustów, których dziesiątki przyniosło światu kolarstwo przełomu wieków. Pisanie więc biografii oszusta, zachowując do niego odpowiedni dystans i szacunek nie musiało być zadaniem łatwym, choć Rendellowi w dużej mierze się to udało. Jego opis tamtych wydarzeń na ogół wolny jest od osądzania bohatera, za to pełen prób zrozumienia tego, co wówczas siedziało mu w głowie, co go napędzało i co sprawiało, że stał się wtedy i do dziś pozostał idolem wielu Włochów.

Drugi składnik tej trudności to niezwykle drobiazgowy opis sytuacji politycznej, gospodarczej i społecznej ówczesnych Włoch. Momentami tak skrupulatny, że ocierający się o przesadę i utrudniający lekturę. Jeśli jednak dobrze się zastanowić, okazuje się właściwie konieczny dla przełamania dość stereotypowego myślenia o Italii, jako kraju pięknych kobiet, dobrej kuchni, bogatej północy, ubogiego południa i ocierającego się dla nas o granice kiczu festiwalu w San Remo, który zresztą okazuje się jednym z ciekawych i nie znanych wcześniej wątków kariery Pantaniego. Rzeczywistość, która kształtowała młodego Pantaniego utkana była z wielu niezwykle drobnych elementów, które wpłynęły później na jego dorosłe życie. Ich poznanie pozwala lepiej zrozumieć to, co się zaczęło we wczesnej młodości późniejszego „Pirata”, co eksplodowało w hotelu w Madonna di Campiglio i co się zakończyło (lub właściwie: tylko na moment przerwało) 14 lutego 2004 roku w Rimini.

Trzecia trudność wynika ze wspomnianych we wstępie traum, które towarzyszyły Pantaniemu przez całe życie. Kompleksy, emocjonalne rozchwianie, depresja, uzależnienie od narkotyków, ale również liczne urazy fizyczne, których kolarska kariera mu nie szczędziła, składają się w obraz człowieka dużo bardziej skomplikowanego i nieprzeniknionego, niż ten, którego „znamy” z telewizyjnych relacji z wyścigów.

No i wreszcie ostatnia trudność, wynikająca ze specyficznego warsztatu, za pomocą którego Matt Rendell podchodzi do opisu tamtych wydarzeń. Jest to książka trudna na poziomie literackim, pełna niezwykle drobiazgowej analizy dokumentów, pojęć medycznych, konfrontacji – momentami dość chaotycznej – z niezliczonymi teoriami spiskowymi, jakimi ludzka wyobraźnia i potrzeba sensacji karmiły nas jeszcze przez długie lata po śmierci Pantaniego.

Rendell w żadnym wypadku nie stawia Pantaniemu kolejnego pomnika. Żadnego też nie burzy, pozostawiając tę decyzję czytelnikowi.

To, co wydaje mi się w tej książce najbardziej wartościowe, to próba odtworzenia w najdrobniejszych szczegółach całego mechanizmu, który raz wprawiony w ruch wyniósł Pantaniego na sportowy piedestał i do dzisiaj go tam utrzymuje, choć wszystkich innych oszustów zdążyliśmy już dawno strącić w niebyt.

Polecam każdemu, kto potrafi zdobyć się na chwilowe zawieszenie wcześniejszych osądów i skupić się na próbie zrozumienia pewnych mechanizmów. Ci czytelnicy z pewnością będą ukontentowani. Miłośnicy „kolarstwa romantycznego” powinni być jednak przygotowani na bolesną konfrontację z rzeczywistością. „Romantyzmu” tu na lekarstwo. Okazji do odarcia ze złudzeń – bez liku.

Matt Rendell, „Marco Pantani. Ostatni podjazd”. Wydawnictwo SQN. Premiera 20.05.2020 r. Książka dostępna w przedsprzedaży tutaj.

_______________________________________

O książce Matta Rendella rozmawialiśmy również z Adamem Proboszem, Igorem Błachutem i Kamilem Wolnickim w „pandemicznym sabacie” Tur de Tur. Czyli poniżej w pewnym sensie wersja wideo tego, co powyżej 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.