List otwarty do Adama Kornackiego

Drogi Adamie.
Wybacz, proszę, tę familiarność. Nie znamy się wprawdzie osobiście, ale pewnie nie raz czy dwa minęliśmy się gdzieś na korytarzu, będzie mi więc nieco łatwiej zwracać się do Ciebie po imieniu.

Pozwól też, że na wstępie odwołam się do dygresji z pewnej bliskiej mi dziedziny. Otóż nasz znamienity rodak Roman Ingarden rozwinął swego czasu pewną filozoficzną teorię, która zakładała, że poznanie istoty każdej rzeczy wymaga zawieszenia wcześniejszych sądów na jej temat.

Z dokonań fenomenologów obficie korzysta dziś nauka. Postęp, również w bliskiej Ci motoryzacji, niejednokrotnie dokonuje się dzięki zakwestionowaniu dotychczasowych osiągnięć. Z teorii o zawieszeniu osądów mniej lub bardziej świadomie korzysta też zawód dziennikarza, którego jednym z fundamentów jest oddzielanie faktów od opinii na ich temat.

Polecam spróbować. A przynajmniej, w zakresie opowiadania o relacjach między uczestnikami ruchu drogowego, wyzbyć się fałszywych przekonań i stereotypów, którymi Twoja wypowiedź ocieka niemal w każdym zdaniu.

Początkowo chciałem sobie darować odniesienie do owych „świętych krów”, ale pokusa jest zbyt duża. Okazuje się bowiem, że cała Twoja próba przedstawienia w tym świetle pieszych, jest w istocie siedmiominutową obroną występujących w tej roli kierowców. Przepyszna ironia losu i jakże nieoczekiwana zmiana miejsc.

W tym miejscu warto by się przynajmniej na moment skupić na meritum i wskazać najważniejsze przekłamanie, jakie bije z tego przekazu. Otóż nie, nie ma czegoś takiego, jak „bezwzględne pierwszeństwo” pieszych. We wchodzących niebawem w życie zmianach ustawy „Prawo o ruchu drogowym” nie znika obowiązek zachowania ostrożności, dotyczący zresztą wszystkich uczestników ruchu (art. 3 pkt. 1), osób znajdujących się w pobliżu drogi (art. 3 pkt. 2) oraz skierowany bezpośrednio do pieszych (art. 13 pkt. 1), nakazujący im w tym miejscu ostrożność „szczególną”.

Przypisywanie cech „bezwzględnego pierwszeństwa” wprowadzonej niedawno zmianie w zakresie korzystania z przejść dla pieszych (art. 13 pkt. 1a), jest fałszem. Tym większym, że przepis ten w istocie funkcjonował w polskim prawie od dawna, o czym, jako uczestnik ruchu, powinieneś wiedzieć. Od wielu bowiem lat rozporządzenie ministra infrastruktury regulujące znaczenie poszczególnych znaków drogowych, przy znaku informacyjnym D-6 (przejście dla pieszych) zawierało następujący opis:

„Kierujący pojazdem zbliżający się do miejsca oznaczonego znakiem D-6, D-6a albo D-6b jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych lub rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących lub wjeżdżających”.

Zmieniło się wyłącznie to, że obowiązujący od dawna przepis zyskał w tej chwili delegację ustawową, co w żaden sposób nie zmienia zasad korzystania z przejść przez pieszych oraz obowiązków kierujących pojazdami w ich pobliżu.

Zmieniło się w istocie tylko to, że od teraz w przypadku potrącenia pieszego na przejściu znacznie trudniejsze będzie odwoływanie się do zapisów ustawy jako aktu wyższego rzędu, bo regulacje te zostały po prostu wyrównane. Zabijanie pieszych na przejściach przestanie po prostu być bezkarne, jak często bywało do tej pory. (I kto w tym przypadku miał zaszczyt być „świętą krową”? Raczej nie zabity pieszy, bo – jak sam przypominasz – „świętych krów się nie zabija”).

Ale nie to jest w tym wszystkim tak naprawdę najważniejsze. Sedno problemu polega na tym, że swoją publikacją wpisujesz się w powszechny trend ignorowania podstawowego faktu: bez względu na sposób poruszania się po drogach, uczestnikami ruchu są ludzie. Jak to ładnie niedawno ktoś określił: nie istnieje konflikt między kierowcami a pieszymi, kierowcami i kierowcami, kierowcami i rowerzystami oraz żadna inna możliwa kombinacja.

Na drogach istnieje wyłącznie konflikt między ludźmi. Między człowiekiem i człowiekiem, bez względu na to, czy i jakiego rodzaju kierownice dzierżą właśnie w dłoniach.

Twój klip ten konflikt wyłącznie podsyca. Jest kolejną niechlubną kartą naszej lokalnej odmiany rasizmu, segregującego ludzi ze względu na sposób przemieszczania się z miejsca na miejsce. Znakomicie wpisuje się w haniebną teorię o „gorszym sorcie”, którym w tym wypadku wydają się być piesi. Wzmianką o świętych krowach wprowadziłeś nawet – o ironio! – „element animalny”. Prezes byłby dumny.

Te niespełna siedem minut wywodu o pieszych będących zagrożeniem dla spokoju ducha kierowców, to jedne z najsmutniejszych siedmiu minut w historii polskiej motoryzacji. Współczuję wszystkim, którzy to widzieli. Oraz wszystkim markom, które oferując Ci współpracę mimowolnie ten ponury obraz autoryzują.

Popełnianie błędów to jeszcze nie tragedia. Tragiczne w skutkach jest tkwienie w błędach.

Możesz to jeszcze naprawić. „Zabij to, zanim zniesie jaja”. Bo skutki takiego sposobu myślenia na drodze będą naprawdę tragiczne.

Z pozdrowieniami,

m.

9 myśli na temat “List otwarty do Adama Kornackiego”

  1. Ale przecież Adam powiedział prawdę w swoim filmie.
    Autorowi tekstu polecam zastanowić się nad sobą, prowadzoną przez siebie narracją. Adam poruszył bardzo ważny temat, pierwszeństwo nie daje nieśmiertelności, samochody nie zatrzymują się w miejscu – kierowcy – większość Polaków, to też jedynie ludzie.

    Co jest złego w rozglądaniu się przed wejściem na przejście? Co jest złego w apelu do wzajemnego szacunku?

    Panie Mariuszu – wstyd.

    Polubienie

    1. Nie wiem, w którym miejscu znalazła tam Pani apel o szacunek. Jeśli już, to raczej na zasadzie powiedzenia „bez urazy” po kilkuminutowej litanii przekłamań i stereotypów.

      No więc ja nie żywię urazy. Po prostu nie chcę, żeby przez taki „autorytet” ktokolwiek ucierpiał.

      Polubienie

      1. 4:09 Panie Mariuszu, mam nadzieję że pomogłam.

        Zanim Pan zarzuci komuś przekłamania i zacznie pisać ‚listy otwarte’, proszę obejrzeć treść do której się odnosi 😉 Miłego wiezcoru

        Polubienie

      2. Proszę wybaczyć, ale apel o szacunek można wygłosić w kilka sekund. Nie trzeba do tego siedmiu minut obrażania inteligencji słuchaczy, by między wierszami wtrącić wzmiankę o tym, że powinniśmy się wzajemnie szanować.

        „Nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę”. To jest właśnie ten przypadek.

        Polubienie

      1. Szanowna Pani, to że autor tego „filmiku” w jednym zdaniu nawiązał do wzajemnego poszanowania obu stron nie znaczy że takie jest przesłanie całego materiału. Już samo nazwanie pieszego „krową” sprawia, że wydźwięk jest zupełnie inny. Nawet w jednym zdaniu Pan Kornacki nie pochylił się nad sytuacją osób pieszych, a jedynie narzekał na ich zachowanie i nawoływał by to oni ustępowali pierwszeństwa.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.