Ulotna pamięć

O czym tu mówić? Przecież wszystko już zostało powiedziane – bronił się w pierwszej chwili Tadeusz Mytnik, kiedy zadzwoniłem do niego, żeby porozmawiać o Ryszardzie Szurkowskim. I rozmawialiśmy prawie godzinę. Przy czym „rozmawialiśmy” to w tym przypadku wielkie słowo, bo ja właściwie tylko notowałem w ciszy kolejne pytania, starając się mu nie przerywać opowieści.

Z takich rozmów z Mytnikiem, Januszem Pożakiem i Lechem Piaseckim powstał tekst, z którego wyłania się obraz Szurkowskiego nie tylko jako triumfatora mistrzostw świata, czterokrotnego zwycięzcy Wyścigu Pokoju i ponad czterech setek innych imprez, ale przede wszystkim jako człowieka o nieprawdopodobnie złożonej osobowości.

Te opowieści pokazują niejako dwa oblicza Mistrza: genialnego kolarza, który niemal do perfekcji opanował umiejętność „czytania wyścigu”, jak to się zwykło obrazowo opisywać. I zamkniętego w sobie, obsesyjnie pilnującego prywatności odludka, którego pozawyścigowe życie bywało tajemnicą nawet dla najbliższych znajomych.

Przyznaję, że zafascynował mnie ten obraz. Jednym z powodów jest zapewne to, że mnie w ogóle w sporcie najmniej interesują wyniki, a najbardziej proces, który prowadzi do ich osiągnięcia. A u Szurkowskiego ten proces był niezwykle bogaty i złożony.

Złapałem się w pewnej chwili na myśli, że właśnie taki obraz Mistrza najbardziej chciałbym zapamiętać. Bo Szurkowski, skarżący się przyjacielowi na to, że został źle potraktowany przez młodych kolarzy, deprecjonujących jego dokonania w amatorskim peletonie, wydaje mi się po stokroć bardziej ludzki, niż gdy z uśmiechem udzielał kolejnego wywiadu po wygranym wyścigu.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że tylko tę zwycięską, uśmiechniętą twarz Mistrza pokryjemy niebawem brązem, zostawiając potomnym z kilkoma linijkami informacji:

Ryszard Szurkowski
1946-2021
kolarz
mistrz świata, dwukrotny medalista igrzysk olimpijskich, czterokrotny zwycięzca Wyścigu Pokoju

A przecież to właśnie ta jego najbardziej złożona natura mogłaby nas najwięcej nauczyć. I trochę się boję, że w naszej ulotnej pamięci ta najcenniejsza nauka przepadnie.

Foto: Mieczysław Świderski / Newspix